11.18.07
Natural Blues
Znowu nie pisałem – dawno, co?
Dziś nadawałem pierwsze w swoim życiu odznaczenie pośmiertne. Postanowiłem sobie odpowiednio wcześniej przygotować wypowiedź, by nie zapomnieć się. Ale czego bym nie napisał, wydawało mi się to wciąż zbyt płytkie, patetyczne, a nie szczere.
Gdy żegnałem go na cmentarzu, żegnałem zaprzyjaźnionego, młodego chłopaka. Nie potrafiłem skreślić słów pożegnania, po prostu myślałem o Nim, pozwalałem krążyć Mu wokół swoich myśli. Dopiero w pociągu, gdy zostaliśmy sam na sam, mogłem zastanowić się lepiej, pożegnać się i pożałować czasu, którego nigdy nie będziemy mieli.
Cieszę się, że mogłem złożyć ten hołd, że dany mi został honor raz jeszcze pożegnać się z Tobą. Raz więc jeszcze – bądź Szczęśliwy, tam gdzie jesteś teraz!
05.15.07
Book of Love
Nie przepadam za kłótniami – zawsze zostaje jakiś głupi wzajemny żal i zadra. Choć to raczej nieuniknione, nie mogę powiedzieć, bym przyzwyczaił się kiedykolwiek do prowadzenia sporów – zawsze czuję się wtedy niepewnie i na dobrą sprawę kompletnie nie na swoim miejscu.
Najgorsze gdy pokłócę się z kimś dla mnie ważnym – kompletnie nie mam pojęcia jak się wtedy zachować. Z jednej strony, aż mnie skręca żeby wziąć wszystko na siebie i przeprosić. Z drugiej jednak strony, przepraszając przyznałbym się do błędu, co znaczyłoby że bronienie swojego stanowiska było na dobrą sprawę bez sensu. Czyli całe ciśnienie było podniesione bez powodu.
Cóż – koniec końców – chyba po prostu wypadałoby mieć więcej cierpliwości i umieć się powściągnąć.
- Czy pies ma naturę Buddy? – odparł młody mnich.
- Czy ryba ma wodoszczelną dupę? – zripostował Kojot.
Młody mnich odwrócił się do oszusta i skłonił się.
- Jesteś mądry – orzekł.
Christopher Moore “Blues Kojota”
05.10.07
No
Zastanawiam się czasami, czy nie sensowne byłoby stworzenie swoistych “enklaw analfabetyzmu” – miejsc pozbawionych nieomal wszystkiego co wymaga obsługi bardziej skomplikowanej niż wiertarka czy czajnik elektryczny. Zanurzeni w powodzi informacyjnego śmiecia tracimy bowiem wiele z intelektualnej świeżości. Zapasione papką złożoną z wiadomości, instrukcji i planów umysły utrudniają rozwój swobodnego myślenia, każdy napotkany problem rozwiązując dzięki analityce.
Tymczasem rozwój myślenia koncepcyjnego to właściwie niedorozwój – powielamy schematy, zamiast wymyślać.
Od czasu do czasu czuję się jak gdyby zdobywanie wiedzy, odsłanianie kolejnych białych pól na mapie poznania, było ogromnym i na dobrą sprawę niepotrzebnym wysiłkiem. Zamiast tego, można spokojnie usiąść przed telewizorem, obejrzeć coś nie wymagającego głębszego pomyślenia – zapadnięcia się w rozkoszny tumiwisizm i umysłowe odrętwienie. A tyle jest jeszcze do zrobienia! Chciałoby się mruknąć “za dużo” – ale wtedy byłoby to żadne wyzwanie. Trzeba działać.
Czego właśnie sobie i Tobie Czytelniku życzę po dwóch miesiącach bez aktualizacji
02.19.07
BTW (Mamy tylko siebie)
Warszawa jest bodaj jedynym miastem, które pozostawia we mnie uczucie bezbronności i dojmującego osamotnienia. Tutaj opadają mnie wspomnienia bardzo ważnych chwil, które pobudzają myśli galopujące jedna po drugiej, zmuszając do refleksji i roztrząsania tego co było. Chcąc się podzielić z kimś tym co czuję, wyjmuję telefon komórkowy i zaczynam pisać – tylko po to, by za chwilę odłożyć z żalem aparat, ponieważ nie przychodzi mi do głowy żaden adresat, który pojąłby co chcę przekazać. A przynajmniej ucieszył się tym co piszę.
Tym co pozostaje jest kontakt z osobami, którym może nie mogę przekazać wszystkiego, ale cieszy mnie ich uwaga i zwykła rozmowa. To pociesza i uspokaja.
ps. nie mam pojęcia dlaczego, system dalej nie łamie wierszy. Przykre.
01.15.07
Adiemus
Gdy męczona kacem osoba powie “Nigdy więcej nie piję”, możemy spokojnie spisać to na karb chwilowej niedyspozycji. Często okazuje się, że niedyspozycja (i postanowienie) idą w niepamięć jeszcze tego samego dnia wieczorem.
Co jednak myśleć, gdy takimi absolutami jak “nigdy”, “precz” i “nie ma mowy” operują osoby publiczne, zdawałoby się oczytane i światłe?
Wydaje mi się, że nadszedł czas nagonek, demagogii i populizmu – takiego taniego, skierowanego do tych zmęczonych ciągłymi przepychankami. Stąd chyba posługiwanie się jednoznacznością, stąd rosnąca popularność niemożliwych raczej do spełnienia (ale jakże dobrze brzmiących) haseł i sloganów.
Ja również czuję się zmęczony – tym że historia chce chyba zatoczyć koło. Bo powinniśmy pamiętać z historii co najmniej kilka takich “zrywów”, którym przewodzili ludzie o konserwatywnych poglądach, chcący wytępić coś, zgnieść, by nadejść mogło takie jutro, jakie sobie wymarzyli. Ludzie szli za tymi ludźmi, szczęśliwi że ktoś mówi im co mają robić i myśleć, że ktoś zapewni im obiekty nienawiści i uwielbienia. Niestety – nie zmądrzeliśmy dzięki tym doświadczeniom.
To mnie męczy.
01.07.07
Egao (The Smile)
Do licha, miesięczny poślizg… byłem pewien, że pisałem na początku grudnia… a to koniec listopada – shame on me
Dzisiejszy odcinek znów nie będzie sponsorowany głębokimi myślami, nie wiem nawet co chciałbym przekazać moim wiernym (acz nielicznym) czytelnikom. Pozwolę więc sobie na mały “strumień świadomości”, tak przydatny dla uporządkowania własnych myśli.
Dlaczego piękne historie są smutne? Dlaczego nie zawsze kończą się szczęśliwie? Dlaczego wspominamy ciepło nie to, co do końca jest pozytywne, ale lubimy czuć ucisk żalu w gardle i mruganiem powstrzymywać się przed łzami? Trudno jest mi to doprawdy pojąć – ale wygląda na to, że faktycznie tak jest.
Rurouni Kenshin, Miasto Aniołów, List w Butelce – historie różne, a jednak ukazujące miłość i krótkie szczęście przekreślone śmiercią. Głupią śmiercią – taką, która nie powinna się zdarzyć, ponieważ dotyka “kogo innego”. Daje do myślenia – każde z nas może zginąć potrącone przez samochód, lub w obronie innych. Dlaczego jednak zdarza się to bohaterom, skoro naokoło nas nieczęsto dochodzi do takich rzeczy. Z jednej strony, daje do myślenia – jak ulotne jest życie i jak bardzo należy się nim cieszyć. Z drugiej strony – może przerażać. Koniec końców, ktoś (Pascal?) kiedyś powiedział, że jesteśmy tylko trzciną…
Właśnie jednak przyszło mi do głowy, że wiem już chyba co jest bardzo ważne w tych historiach. To mianowicie, że bohaterowie nie boją się zaryzykować, wierzą w ideały i gotowi są do poświęceń. Wtedy faktycznie nawet ich śmierć przestaje być bezsensowna, a przedstawione cierpienie nabiera zupełnie innego wymiaru. Mamy wtedy do czynienia z heroizmem. Tragicznym, ale tym bardziej porywającym.
Może faktycznie nie zawsze powinniśmy trafiać na happy-end.
Wszystkim, nie tylko tym wpędzonym w melancholijny nastrój, polecam gorąco animację Egao (The Smile) – jest pogodna, przepełniona pięknym spokojem. Sprawdziłem i jest na GoogleVideo: http://video.google.pl/videoplay?docid=-1490430525632129790&q=egao
ps. postanowienie noworoczne – faktycznie zapisać przynajmniej jedną notkę miesięcznie?
11.26.06
Summer Ouverture
Postanowiłem sobie przyjąć taką fajną zasadę, że napiszę przynajmniej raz w miesiącu – dzięki temu będę mógł spojrzeć później na owoce swoich przemyśleń i mieć “coś” do weryfikacji.
Czuję się wykończony, a wciąż mam przed sobą tyle pracy. Nie miałem chyba pojęcia, że może istnieć tak potężny kierat nakazujący działać w określony sposób bez perspektyw, bez myśli że jeszcze tylko kilka dni, tygodni…
Kiepsko wpasowuję się w ten kierat – niewyspanie, kolejne kontuzje i zmęcznie, które przeszło już chyba w stan chroniczny – nienajlepiej radzę sobie z obowiązkami, które sam w końcu na siebie przyjąłem – pomijając uczelnię, wciąż coś się dzieje, nieczęsto mam okazję mieć “wolny wieczór”, który mogę swobodnie poświęcić na książkę, granie czy po prostu dłuższy sen. Potrzeba próbowania nowych rzeczy, kosztem wolnego czasu, kosztem odpoczynku – to chyba uzależnienie równie silne co każde inne. Mam nadzieję, że się nie wypalę.
Niestety – brak czasu stępił nieco moje myśli, nie mam więc pomysłu na “ogólne” przemyślenia. Może w “następnym odcinku”?
10.30.06
Because of You
Dawno nie pisałem, co? ![]()
Nie bardzo było kiedy, sporo zajęć i koniec niektórych problemów (choć aż boję się w to uwierzyć). Znowu znajduję czas, by się ogolić, znowu zaczyna mi przeszkadzać rosnący brzuszek… czyżby “mała stabilizacja”?
Co prawda stronię na codzień od polityki, jako student wiem mniej-więcej co dzieje się na świecie – na nudnych wykładach dzienniki krążą po sali, nietrudno więc zapomnieć się i oddać lekturze zamiast skupiać na treściach prezentowanych przez Profesorstwo. Dlatego też chciałbym wyrazić swoją dezaprobatę dla kilku elementów obecnych w tej kadencji polskiego rządu. Przede wszystkim nie rozumiem jak można być tak zawziętym, tak ciętym na przeszłość, że zamiast starać się zajmować sprawami bieżącymi, drąży się i – moim zdaniem bezsensownie – stara ukarać “niewinnych ludzi”. Chodzi mi tu o rozliczenia z przeszłością, które są obecnie tak popularne wśród części rządzących. Co z tego, że ktoś współpracował kiedyś ze służbami specjalnymi? Co z tego, że ktoś kiedyś pracował dla takich służb? Nie wierzę, że Ci ludzie byli co do jednego aspołecznymi zwyrodnialcami. Przecież oni służyli swojemu krajowi, Polsce. Mówi się o prześladowaniach, mówi się o inwigilacji i pustych kieszeniach. Ale po co w kółko do tego wracać? Przeczytałem dziś o pomyśle odebrania byłym pracownikom SB i UB ”wysokich emerytur”. Coś mi podpowiada, że zamiast ludzi złych, będą cierpieli Ci, którzy dość najedli się wstydu, wyszydzani i ośmieszani. To co prezentują nasi rządowi ”mściciele” to przykład wykorzystywania urzędu do prześladowania starszych ludzi - źródło taniej popularności, coś co napawa mnie obrzydzeniem.
Inna sprawa – czyżby szykowała się kolejna reforma szkolnictwa? Szkoły specjalne dla trudnej młodzieży? Widać jak sprawdziło się to w Stanach Zjednoczonych – piękne słowa o równym dostępie do edukacji, a skończy się pewnie zupełnym wypaczeniem idei “edukacji” w przypadku trudnej młodzieży. Nie szukam winnych, to chyba takie czasy, kiedy młodzież dorasta bardzo szybko, ale przedwcześnie dorosła – nie jest jeszcze gotowa na samodzielność. A tym, którzy mają wychowywać, dawać przykład, brakuje sił.
Nie lepiej jest niestety wśród akademickiej braci.
W gazecie wyczytałem o pikiecie warszawskich studentów, żądających tanich kredytów mieszkaniowych. Z miejsca im przyklasnąłem, ale przeczytwaszy polemikę jednego z czytelników, musiałem zmienić stanowisko - darmowe są studia, akademiki względnie niedrogie (jako wynajmujący mieszkanie dobrze o tym wiem). Z jakiej racji więc, studenci mieliby mieć jeszcze więcej przywilejów i ulg? Teoretycznie sam uderzam w siebie, wszak jestem studentem. Znam jednak przecież realia - uczelnie, które są często niedofinansowane, ale pełne wspaniałych ludzi, gotowych przekazywać swoją wiedzę. Należy dodać, że wiedzę bogatą i fascynującą. I nie mogę narzekać, by uczelnia ssała ze mnie kiedykolwiek pieniądze. Wręcz przeciwnie, byłem zawsze pod ogromnym wrażeniem, jak tyle utytułowanych nazwisk może pracować za pieniądze, które nie mogą być przecież zawrotne, jak na ich kwalifikacje. Nie rozumiem tych, którzy tego nie doceniają i chcą ssać dalej, byle więcej. Nie można mieć wszystkiego na raz, to jak codzienne zajadanie się słodyczami. Dlatego dziękuję Ci, Szary Obywatelu, za to że płacąc podatku, umożliwiasz mi naukę i pozwalasz poznawać coraz więcej.
No, ulżyłem sobie ![]()
Na dniach jadę do domu, odwiedzić raz na te trzy miesiące stare kąty. Cieszę się, czuję że z każdym tygodniem tu, na północy, coraz większym szacunkiem darzę i doceniam coraz bardziej każdą chwilę spędzoną z rodzicami, z bratem, z babcią – z całą resztą rodziny i przyjaciół, których zostawiłem za sobą wyjeżdżając. Przyprawia mnie to wszystko o melancholijny nastrój, ale może właśnie tego mi trzeba – odrobiny zadumy i pogodnego smutku. Czego i Wam, drodzy Czytelnicy, szczerze życzę
ps. widzę że system jakoś dziwnie formatuje niektóre linijki, w połowie przenosząc je do następnego wiersza, ale nie jest to moją sprawką i, mówiąc szczerze, nie wydaje mi się aż tak istotne, by warto było to badać
09.24.06
Crazy
Jakiś kwadrans temu wróciłem z ogniska dawnych członków drużyny harcerskiej. Niesamowitość spotkania z niewidzianymi przez lata przyjaciółmi przytłoczyła mnie, choć udało mi się pokryć zmieszanie paroma włochatymi (taka moja uroda
) żartami. Teraz jednak, kiedy siedzę sam i pozwalam wspomnieniom i odczuciom otoczyć się szczelnie, nie jest mi do śmiechu. Chcę posuwać się do przodu, a jednocześnie tak mi tęskno do tego co minęło, że czuję w gardle grudę, której nie da się przełknąć. Ciekaw jestem czy tak będzie za każdym razem, czy też emocjonalne natężenie będzie się zmieniać… no i w którą stronę?
Jutro wybieram się na spotkania z folkiem i folklorem… może być ciekawie. Wobec czego, teraz – spać. I wyśnić ukojenie tego niepokoju, który mnie opadł.
09.21.06
Why Does My Heart Feel So Bad
Znowu szykuję się do podróży, ale trudno mi wykrzesać z siebie entuzjazm. Z jednej strony ciągnie mnie do wyjazdu, do urozmaicenia, z drugiej jednak – boję się opuszczać to miejsce, martwię się o to, co zastanę po powrocie. Ale mam nadzieję, że tylko dobre rzeczy.
Dzięki telefonii komórkowej wiele rzeczy stało się możliwych – nie wiem jaką trasę obiorę, po drodze do domu, ale wiem że dostanę instrukcje i spokojnie zdążę na nie zareagować. Po prostu *klik* i już wiem co robić, gdzie wysiąść i na co czekać. Z drugiej jednak strony – zbyt wiele ułatwień otępia.
Mam dwa domy – na północy i południu. Jeden prowadzę ja, drugi moi rodzice. Coraz częściej mówiąc dom, myślę “ten u góry mapy”, boję się tego trochę. Bałem się zwłaszcza na początku, bałem się wykorzenienia i uschnięcia. Teraz tak się nie boję – nie jestem w końcu sam – ale czasem opada mnie melancholia. W poetyce nazywa się to chyba motywem homo viator, człowieka-pielgrzyma.
Wątpliwość na dziś – czy człowiek, któremu brakuje w życiu wędrówek, nadrabia to nieświadomie wędrując we śnie?