7 Marzec 2010
Running Up That Hill
Nie mogę dziś zasnąć. Chętnie wyszedłbym i pokręcił się po uśpionym mieście, ale nocny chłód skutecznie mnie powstrzymuje.
Czas nieustannie przyspiesza. Tak jakby wskazówki na zegarowej wieży obracały się coraz szybciej i szybciej. To wymusza porządek – trzeba planować swoje działania tak, by udało się wszystko zrealizować w terminie. Albo wstydzić, że się spóźniło. Porządek jest bezpieczny, pozwala się odprężyć, gdy praca jest skończona.
W takie noce jak ta, przytłacza to jednak. Powinienem od kilku godzin spać, gromadzić siły na zaplanowany dzień. Ale nic z tego, pozostaje rozmyślać – a jutro ratować się kawą.