04.06.09
-
Rzadko myślę o przyszłości.
Nie chciałbym być źle zrozumiany – oczywiście planuję kolejny dzień, tydzień – zastanawiam się co chciałbym osiągnąć w ciągu półrocza, a co za dwa lata. Wszystko w rozmytej, bezpiecznej nieokreśloności.
Dziś jednak dopadł mnie strach. Zacisnął się na gardle, sypnął pyłem w oczy. Czy uda mi się być dobrym człowiekiem? Czy jeżeli będę musiał, będę umiał mądrze i sprawiedliwie wybierać? Jakie będą konsekwencje moich wyborów i czy będę umiał przechodzić nad nimi do porządku dziennego?
Zachłysnąłem się dorosłością. Tak jakbym wbiegał na schody po dwa stopnie i stracił oddech nie będąc nawet w połowie, nawet w jednej czwartej. Spychałem na granice świadomości myśli o obowiązkach i decyzjach, które czekają mnie w niedalekiej przyszłości – tak jakby chodziło nie o mnie i moje życie, ale o kogoś innego, kogo można bezpiecznie obserwować.
Brakuje mi kogoś, kto chciałby tego słuchać.