01.15.07
Adiemus
Gdy męczona kacem osoba powie “Nigdy więcej nie piję”, możemy spokojnie spisać to na karb chwilowej niedyspozycji. Często okazuje się, że niedyspozycja (i postanowienie) idą w niepamięć jeszcze tego samego dnia wieczorem.
Co jednak myśleć, gdy takimi absolutami jak “nigdy”, “precz” i “nie ma mowy” operują osoby publiczne, zdawałoby się oczytane i światłe?
Wydaje mi się, że nadszedł czas nagonek, demagogii i populizmu – takiego taniego, skierowanego do tych zmęczonych ciągłymi przepychankami. Stąd chyba posługiwanie się jednoznacznością, stąd rosnąca popularność niemożliwych raczej do spełnienia (ale jakże dobrze brzmiących) haseł i sloganów.
Ja również czuję się zmęczony – tym że historia chce chyba zatoczyć koło. Bo powinniśmy pamiętać z historii co najmniej kilka takich “zrywów”, którym przewodzili ludzie o konserwatywnych poglądach, chcący wytępić coś, zgnieść, by nadejść mogło takie jutro, jakie sobie wymarzyli. Ludzie szli za tymi ludźmi, szczęśliwi że ktoś mówi im co mają robić i myśleć, że ktoś zapewni im obiekty nienawiści i uwielbienia. Niestety – nie zmądrzeliśmy dzięki tym doświadczeniom.
To mnie męczy.
01.07.07
Egao (The Smile)
Do licha, miesięczny poślizg… byłem pewien, że pisałem na początku grudnia… a to koniec listopada – shame on me
Dzisiejszy odcinek znów nie będzie sponsorowany głębokimi myślami, nie wiem nawet co chciałbym przekazać moim wiernym (acz nielicznym) czytelnikom. Pozwolę więc sobie na mały “strumień świadomości”, tak przydatny dla uporządkowania własnych myśli.
Dlaczego piękne historie są smutne? Dlaczego nie zawsze kończą się szczęśliwie? Dlaczego wspominamy ciepło nie to, co do końca jest pozytywne, ale lubimy czuć ucisk żalu w gardle i mruganiem powstrzymywać się przed łzami? Trudno jest mi to doprawdy pojąć – ale wygląda na to, że faktycznie tak jest.
Rurouni Kenshin, Miasto Aniołów, List w Butelce – historie różne, a jednak ukazujące miłość i krótkie szczęście przekreślone śmiercią. Głupią śmiercią – taką, która nie powinna się zdarzyć, ponieważ dotyka “kogo innego”. Daje do myślenia – każde z nas może zginąć potrącone przez samochód, lub w obronie innych. Dlaczego jednak zdarza się to bohaterom, skoro naokoło nas nieczęsto dochodzi do takich rzeczy. Z jednej strony, daje do myślenia – jak ulotne jest życie i jak bardzo należy się nim cieszyć. Z drugiej strony – może przerażać. Koniec końców, ktoś (Pascal?) kiedyś powiedział, że jesteśmy tylko trzciną…
Właśnie jednak przyszło mi do głowy, że wiem już chyba co jest bardzo ważne w tych historiach. To mianowicie, że bohaterowie nie boją się zaryzykować, wierzą w ideały i gotowi są do poświęceń. Wtedy faktycznie nawet ich śmierć przestaje być bezsensowna, a przedstawione cierpienie nabiera zupełnie innego wymiaru. Mamy wtedy do czynienia z heroizmem. Tragicznym, ale tym bardziej porywającym.
Może faktycznie nie zawsze powinniśmy trafiać na happy-end.
Wszystkim, nie tylko tym wpędzonym w melancholijny nastrój, polecam gorąco animację Egao (The Smile) – jest pogodna, przepełniona pięknym spokojem. Sprawdziłem i jest na GoogleVideo: http://video.google.pl/videoplay?docid=-1490430525632129790&q=egao
ps. postanowienie noworoczne – faktycznie zapisać przynajmniej jedną notkę miesięcznie?