09.24.06

Crazy

Opublikowany w Codzienność @ 2:02 am - autor: mtuz

Jakiś kwadrans temu wróciłem z ogniska dawnych członków drużyny harcerskiej. Niesamowitość spotkania z niewidzianymi przez lata przyjaciółmi przytłoczyła mnie, choć udało mi się pokryć zmieszanie paroma włochatymi (taka moja uroda ;-) ) żartami. Teraz jednak, kiedy siedzę sam i pozwalam wspomnieniom i odczuciom otoczyć się szczelnie, nie jest mi do śmiechu. Chcę posuwać się do przodu, a jednocześnie tak mi tęskno do tego co minęło, że czuję w gardle grudę, której nie da się przełknąć. Ciekaw jestem czy tak będzie za każdym razem, czy też emocjonalne natężenie będzie się zmieniać… no i w którą stronę?
Jutro wybieram się na spotkania z folkiem i folklorem… może być ciekawie. Wobec czego, teraz – spać. I wyśnić ukojenie tego niepokoju, który mnie opadł.

09.21.06

Why Does My Heart Feel So Bad

Opublikowany w Codzienność @ 12:53 am - autor: mtuz

Znowu szykuję się do podróży, ale trudno mi wykrzesać z siebie entuzjazm. Z jednej strony ciągnie mnie do wyjazdu, do urozmaicenia, z drugiej jednak – boję się opuszczać to miejsce, martwię się o to, co zastanę po powrocie. Ale mam nadzieję, że tylko dobre rzeczy.
Dzięki telefonii komórkowej wiele rzeczy stało się możliwych – nie wiem jaką trasę obiorę, po drodze do domu, ale wiem że dostanę instrukcje i spokojnie zdążę na nie zareagować. Po prostu *klik* i już wiem co robić, gdzie wysiąść i na co czekać. Z drugiej jednak strony – zbyt wiele ułatwień otępia.
Mam dwa domy – na północy i południu. Jeden prowadzę ja, drugi moi rodzice. Coraz częściej mówiąc dom, myślę “ten u góry mapy”, boję się tego trochę. Bałem się zwłaszcza na początku, bałem się wykorzenienia i uschnięcia. Teraz tak się nie boję – nie jestem w końcu sam – ale czasem opada mnie melancholia. W poetyce nazywa się to chyba motywem homo viator, człowieka-pielgrzyma.
Wątpliwość na dziś – czy człowiek, któremu brakuje w życiu wędrówek, nadrabia to nieświadomie wędrując we śnie?

09.14.06

Heartbeats

Opublikowany w Codzienność @ 2:07 am - autor: mtuz

Do licha, kupiłem sobie miód, chcąc uczcić ostatnie zlecenie, czyli noc w hipermarkecie. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu, nabyty miód smakuje mi raczej średnio, ma zbyt ostry smak… o ile można tak określić smak miodu.
Dostałem kartkę, na którą czekałem… właściwie nie czekałem na nią, ale na jakiś sygnał od nadawcy powoli traciłem nadzieję. Cieszę się, że nie zostałem zapomniany, cieszę się tym bardziej, że nie byłem przyczyną urwanego kontaktu. Przykro mi jednak, że sam bardziej nie zabiegałem o wiadomości.
“Życie” – oba powyższe akapity zawierają w sobie wiele z esencji tego słowa. Nadzieja, gorycz, zadowolenie, niesmak… wszystko przeplata się i nakłada, tworząc coś niepowtarzalnego i wartego posmakowania, nawet jeśli przyjdzie nam się po tym skrzywić.
Nocne notki to chyba moje przeznaczenie – dni staram się wypełniać, noce odruchowo też. A przecież ciemność (poza wszystkim innym) symbolizuje też odpoczynek. Chyba więc przychodzi pora, by się położyć. Tym bardziej, że trunek kończy się w naczyniu, a powieki niebezpiecznie ciążą.
Dobranoc!

09.05.06

Przywitanie

Opublikowany w Codzienność @ 1:45 am - autor: mtuz

Kiedyś – właściwie nie tak dawno temu – wierzyłem, że każdy utwór muzyczny jest historią. Słuchając ścieżek instrumentalnych, widziałem oczyma wyobraźni ogromne bitwy, niesamowite istoty, a nawet siebie, obdarzonego nadludzkimi mocami. Czułem duszę słuchanych utworów, tak mocno, że w kulminacyjnych momentach zwykły przebiegać mnie dreszcze.
Potem przestałem czuć. Ogromna strata.
Nauczyłem się już, że nie w każdym utworze drzemie “to coś” – ładunek emocjonalny, potencjał, by poruszać, wywoływać łzy, albo dodawać sił. W przeciwieństwie do niektórych, nie kolekcjonuję muzyki ze względu na słabość do artystów, czy zespołów. Wybieram pojedyńcze utwory i składam je w kolekcje, kolekcje wędrują ze mną, gdy wychodzę rano z domu.
Mam swoje ulubione utwory, których słucham kiedy się uczę, takie które towarzyszą mi podczas podróży, specjalny pakiet na rozwiązywanie zadań po nocy… staram się otaczać muzyką. Utwór może w końcu sprawić, że moje nogi zaczynają rwać się do tańca na przystanku, albo ciało samo pręży się do skoków… co czasem bywa dość krępującym uczuciem.
Dziś już bardzo rzadko przechodzi mnie przyjemny dreszcz wywołany muzyką – czyli melodią, instrumentami i wokalem. Każde poddanie się brzmieniu staram się dlatego celebrować i zapamiętać, bo są tego warte.